Praktyka wprowadzająca w błąd musi oddziaływać na decyzję konsumenta dotyczącą umowy

Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej w dniu 19 grudnia 2013 r. (sygn. C-281/12) wydał bardzo ciekawy wyrok dotyczący charakterystyki nieuczciwej praktyki rynkowej wprowadzającej konsumentów w błąd. 

Wyobraźmy sobie taką sytuację, która może wydarzyć się również w Polsce (ale teraz dotyczy konsumentów we Włoszech). Pewien ogólnopolski sklep organizuje akcję promocyjną. W tym celu wydaje gazetkę, w której wskazuje, że pomiędzy określonymi dniami prowadzona będzie wyprzedaż. Wszystko opatrzone jest hasłem: "obniżki do 50% i wiele innych specjalnych ofert". W tejże gazetce znajdowało się kilkanaście produktów, z czego jeden z nich to był laptop przenośny po bardzo atrakcyjnej cenie. Konsument skuszony taką ofertą udał się więc do sklepu w dzień, w którym obowiązywała promocja i co się okazało? Takiego towaru nie było już w sprzedaży. W polskich warunkach zazwyczaj wygląda to tak, że przedsiębiorca dodaje magiczne "lub do wyczerpania zapasów", przez co myśli, że uchroni się przed złością konsumentów. W analizowanym przez sąd przypadku chyba takiego zastrzeżenia nie było, przynajmniej nic na to nie wskazuje po analizie wyroku. 

W takim stanie faktycznym, Sąd musiał odpowiedzieć na dwa zasadnicze pytania:

1. Czy praktyka wprowadzająca w błąd jest niedozwolona tylko wtedy, kiedy działanie przedsiębiorcy polega na przekazywaniu nieprawdziwych informacji, czy też musi istnieć druga przesłanka polegająca na oddziaływaniu fałszywego przekazu informacyjnego na decyzję konsumenta dotyczącą umowy, której mógłby nie podjąć, gdyby została przekazana mu prawdziwa informacja. 

Wątpliwości powstały ponieważ we włoskiej wersji wystarczyłoby, aby praktyka wprowadzająca w błąd zawierała fałszywą informację, ale z kolei w wersji angielskiej oraz francuskiej Dyrektywy niezbędne było, aby praktyka zniekształcała zachowanie rynkowe konsumenta. Treść w polskiej wersji art. 6 ust. 1 Dyrektywy 2005/29/WE jest następująca:

Praktykę handlową uznaje się za wprowadzającą w błąd, jeżeli zawiera ona fałszywe informacje i w związku z tym jest niezgodna z prawdą lub w jakikolwiek sposób, w tym poprzez wszystkie okoliczności jej prezentacji, wprowadza lub może wprowadzić w błąd przeciętnego konsumenta, nawet jeżeli informacje te w odniesieniu do jednego lub większej liczby wymienionych niżej elementów są zgodne z rzeczywistością, i która w każdym przypadku powoduje lub może spowodować podjęcie przez konsumenta decyzji dotyczącej transakcji, której inaczej by nie podjął

Sąd słusznie uznał, iż praktyka rynkowa wprowadzająca w błąd musi przede wszystkim oddziaływać na zachowanie rynkowe konsumenta, czyli sprawić, że może podjąć decyzję dotyczącą umowy, której by nie podjął, gdyby przedmiotowa praktyka nie występowała. Prowadzi to do wniosku, że nie wystarczy sama fałszywa informacja, aby uznać, że przedsiębiorca dopuścił się nieuczciwej praktyki rynkowej polegającej na wprowadzeniu konsumenta w błąd.

Podobnie jest zresztą w polskiej ustawie o nieuczciwych praktykach rynkowych, która w art. 5 ust. 1 w ogóle nie wspomina o rozpowszechnianiu nieprawdziwych informacji. Wystarczające jest, aby działanie przedsiębiorcy w jakikolwiek sposób powodowało lub mogło spowodować podjęcie przez przeciętnego konsumenta decyzji dotyczącej umowy, której inaczej by nie podjął. Niemniej jednak w art. 5 ust. 2 "rozpowszechnianie nieuczciwych informacji" jest wymienione jako jedna z przykładowych praktyk wprowadzających konsumentów w błąd. Analizując polską ustawą, można dojść do wniosku, że Sąd nie mógł wydać innego rozstrzygnięcia. Podobnie wygląda to przy analizie treści samej Dyrektywy (zarówno w wersji angielskiej, jak i polskiej). 

2. Druga analizowana kwestia dotyczyła oceny sformułowania "decyzji dotyczącej umowy", a w szczególności, czy za takie działanie można uznać udanie się przez konsumenta do sklepu w celu ewentualnego nabycia towaru pod wpływem przekazu reklamowego, który zawierał nieprawdziwą informację. 

Sąd uznał, że pojęcie to obejmuje nie tylko decyzję o dokonaniu bądź nie dokonaniu zakupu produktu, lecz również decyzję, która ma z nią bezpośredni związek, w szczególności decyzję o wejściu do sklepu.

Rozstrzygnięcie słuszne, co więcej nawet SOKiK w jednym z orzeczeń dotyczącym analizy reklamy wprowadzającej w błąd wskazał, że już samo samo zainteresowanie się ofertą, fakt udania się do punktu sprzedaży, czy też zapoznania się z jej zasadami na stronie internetowej operatora, pod wpływem błędnego przekazu reklamowego wystarcza do stwierdzenia że doszło do działania polegającego na stosowaniu reklamy wprowadzającej w błąd (wyrok SOKiK z dnia 9 października 2012 r., sygn. XVII Ama 159/11). Orzeczenie co prawda zostało wydane na gruncie ustawy o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji, ale w tym stanie prawnym niewiele to zmienia. 

2.

Podziel się artykułem!
Processing your request, Please wait....