Kilka refleksji po lekturze Raportu Rzecznika Ubezpieczonych

W połowie grudnia Rzecznik Ubezpieczonych opublikował Raport dot. Ubezpieczeń na Życie z Ubezpieczeniowym Funduszem Kapitałowym. Opracowanie liczy aż 144 stron, jednak trzeba mieć na względzie, że tematyka w nim poruszana jest bardzo skomplikowana. Polisy inwestycyjne – jak często nazywany jest produkt opisany w Raporcie – tworzone są na bazie ubezpieczeń osobowych lub grupowych z elementami instytucji zbiorowego inwestowania. Opracowanie może stanowić źródło cennych informacji zarówno dla organów państwowych (w tym Prezesa UOKiK), prokuratury, jak i samych konsumentów, gdyż ukazuje wiele nieprawidłowości w badanym obszarze.

W opracowaniu można dostrzec przede wszystkim dążenie do ukazania pewnej "niedołężności" konsumenta w konfrontacji z zakładami ubezpieczeń, ale także bezsilność Rzecznika Ubezpieczonych, który – odniosłem takie wrażenie – najchętniej sam ukarałby przedsiębiorców, ale nie posiada w tym zakresie odpowiednich instrumentów. Przekłada się to również na sposób podejścia samych przedsiębiorców, m.in w cytowanych ich odpowiedziach dotyczących definiowania przez nich "przeciętnego konsumenta" (str. 70). W mojej ocenie "przeciętny konsument" (czyli uważny, ostrożny, ale nie "wszechwiedzący" – zob. art. 2 pkt 8 u.p.n.p.r.) nie jest w stanie ze zrozumieniem i pełną świadomością zapoznać się z wzorcami umów w postaci Ogólnych Warunków Umowy liczących dziesiątki stron (rekordzista stworzył OWU składające się ze 108 stron!), napisanych często językiem, który wymaga szerokiej wiedzy ekonomicznej oraz prawnej. Śmiało mogę stwierdzić, że niejeden prawnik czy też ekonomista nie poradziłby sobie z tym zadaniem.

Nie ulega wątpliwości, że indywidualni konsumenci w sporze z zakładem ubezpieczeniowym są często bezsilni, czego przykładem jest szeroka grupa osób "wrobionych" (jak sami o sobie mówią), opisująca swoje doświadczenia w Internecie. Jednym z takich miejsc jest forum dostępne pod adresem www.wrobieni.org. Planują nawet pozwy zbiorowe – jednak jak już wielokrotnie podkreślałem, w mojej ocenie, nie jest to najskuteczniejsza forma dochodzenie indywidualnych roszczeń.

Badaniem w ramach Raportu objęte zostały (na podstawie skarg konsumentów) m.in. następujące zakłady ubezpieczeniowe:

  •  Europa Życie S.A. (najwięcej skarg w 2011 r. i drugie miejsce w 2012 r.) 
  • Compensa Życie S.A. (odpowiednio 2 i 3 miejsce)
  • Open Life S.A. (pierwsze miejsce w 2011 r.)
  • Skandia Życie
  • ING Życie S.A.
  • Generali Życie S.A.
  • AEGON Żcie S.A.
  • Axa Życie S.A.
  • Allianz Życie S.A

i kilka innych.

Obraz polis ubezpieczeniowych jaki ukazuje się po lekturze tego Raportu jest co najmniej odstraszający. Zakłady ubezpieczeniowe próbuję nas – konsumentów – naciągnąć na każdym kroku, obiecując wysokie zyski, "zamrażając" przy tym kilkutysięczne oszczędności na 10-15 lat. Co gorsze, wcześniejsze wycofanie tak wpłaconych środków (zazwyczaj dzieje się to po tym, jak konsument orientuje się, że był to nienajlepszy pomysł, ponieważ środki zamiast rosnąć – drastycznie maleją) obciążony może zostać opłatą likwidacyjną w wysokości nawet 100% wartości zgromadzonego kapitału. Tym ostatnim zagadnieniem zajmowałem się już na blogu w artykule Opłata likwidacyjna w zbyt wygórowanej wysokości

Sytuację można byłoby przemilczeć, jeśli za 10-15 lat uzbierałby się z tego realny zysk, który wynagrodziłby długoterminową rozłąkę z pieniędzmi, ale nic z tych rzeczy. Już po 2-3 latach nasze oszczędności mogą stopnieć nawet o 40-50% będąc cały czas pod nadzorem zakładu ubezpieczeń, który pobiera co miesiąc określoną "prowizję" wyliczaną np. na podstawie sumy wszystkich składek, które dopiero mają zostać wpłacone (por. 54 str.). Dosłownie Monty Python.

Ubezpieczenia na życie z kapitałowym funduszem ubezpieczeniowym nie są tak naprawdę żadnym ubezpieczeniem na wypadek śmierci czy też "dożycia". Nie ma żadnej gwarancji, że w przypadku śmierci otrzymamy zgromadzony kapitał, który powinien wynikać ze składek ubezpieczeniowych wpłacanych w trakcie trwania umowy (plus oczywiście spodziewany zysk). Składki zamiast zostać przeznaczona na opłacenie ryzyka ubezpieczyciela związanego ze śmiercią konsumenta, są przede wszystkim inwestowane i z nich pobierane są horrendalne opłaty na rzecz przedsiębiorcy.

Jednym z elementów które powinny szokować klientów jest ilość i różnorodność opłat, jakie zobowiązany jest ponieść konsument w związku z zawarciem umowy, która była przedstawiana jako "rewelacyjna i dochodowa inwestycja". Mają one postać np. opłaty administracyjnej, opłaty alokacyjnej, opłaty za zarządzanie i administrację funduszem, opłata wstępnej, opłata za prowadzenie indywidualnego rachunku. Oczywiście jest jeszcze wiele "ukrytych" kosztów, jak np. koszt wystawienia polisy, koszty rejestracji polisy, koszty odnotowania wpłaty, koszty korespondencji z ubezpieczającym , koszty zmiany polisy i wypłaty świadczenia, czy też opłaty za wypłatę środków przez ubezpieczonego. Lwią cześć tych kosztów tworzy, tzw. prowizję za sprzedaż produktu wypłacaną… doradcy klienta.

Według Raportu doradcy klienta zamiast – tak jak sugeruje ich nazwa – doradzać konsumentom, działają jedynie w swoim interesie i swojego pracodawcy. Z opracowania możemy dowiedzieć się o doradcach, którzy w kontakcie z klientem ukrywają wysokie opłaty, jakie są pobierane przez cały okres umowy, albo wręcz świadomie wprowadzają konsumentów w błąd w zakresie ich istnienia. Do innych naruszeń należy m.in. nieprawidłowo wyceniana (poprzez ich zawyżanie) wartość jednostek funduszu, które nabywa klienta. Nieprawidłowe wyliczenie w tym obszarze ma bardzo negatywny wpływ na wartość samych inwestycji (por. tabelkę na str. 80), ale za to pozytywny na wysokość różnego rodzaju opłat, co leży w interesie przedsiębiorców. Ze skarg, które wpłynęły do Rzecznika wynika, że duża część konsumentów nie otrzymała kompletu wzorców umowy, które powinny zostać im doręczone przed zawarciem umowy (problem jednak, że w umowie znajduje się informacja o ich otrzymaniu). 

W opracowaniu Rzecznik ponadto wylicza oraz omawia najistotniejsze klauzule niedozwolone znajdujące się w umowach. Wskazane są zarówno postanowienia znajdujące się już w rejestrze prowadzonym przez Prezesa UOKiK, jak i zapisy umowne, które powinny się tam dopiero znaleźć (z czasem zapewne się znajdą).

Jeśli miałbym wskazać minusy tego opracowania, to na pierwszym miejscu wypunktowałbym brak spisu treści. Przy tak obszernym Raporcie po prostu musi zostać sporządzony spis z uszeregowaniem informacji wraz ze wskazaniem strony dokumentu. W przyszłości zdecydowanie ułatwi to odszukanie interesujących odbiorcę zagadnień. Kolejnym zastrzeżeń jest brak na wstępie wskazania wszystkich podmiotów objętych Raportem wraz z wymienieniem nazw wzorców jakimi się posługują. Dzięki takim informacjom, każdy konsument mógłby bez problemu dowiedzieć się czy Raport obejmuje umowę, którą zawarł z określonym przedsiębiorcom. Mam również kilka mniejszych uwag merytorycznych odnoszących się do oceny prawnej określonych zachowań przedsiębiorców pod kątem możliwości zakwalifikowania ich jako praktyki naruszającej zbiorowe interesy konsumentów. Zdaję sobie jednak sprawę, że nie znam większości wzorców jakimi posługują się przedsiębiorcy objęci tym Raportem, a dopiero ich pełna treść pozwoliłaby na rzetelną ocenę konkretnych zachowań. Mimo tych drobnych uwag, opracowanie przedstawia się imponująco i zasługuje na dużego plusa

Reasumując, polecam Raport wszystkim konsumentom, którzy mieli styczność z polisami inwestycyjnymi, mają takie umowy lub się z nich wycofali, w związku z czym została im naliczona opłata likwidacyjna lub w inny sposób nastąpił "zanik" wpłaconego kapitału. Niestety tego typu polisy nie są skutecznym sposobem na lokowanie zgromadzonych oszczędności. Można zdecydowanie więcej stracić niż zyskać. 

Ps. Z początku miałem zamiar punkt po punkcie wymienić najważniejsze założenia wskazane w Raporcie, ale po kilku stronach się poddałem, gdyż zauważonych nieprawidłowości, które należałoby zasygnalizować jest po prosty zbyt dużo. Jeszcze raz wiec zachęcam wszystkich do indywidualnego zapoznania się z treścią opracowania. Mam nadzieję, że Raport otworzy oczy konsumentom, iż nic nie jest za darmo – nawet jak "doradca" klienta obiecuje "złote góry". Jeśli nie rozumiemy produktu w który mamy zamiar zainwestować i nie posiadamy obok zaufanej osoby, która ze zrozumieniem prześledzi warunki umowy i skonfrontuje je z zapewnieniami przedstawiciela przedsiębiorcy, to po prostu nie inwestujmy w tego typu "wynalazki". 

Podziel się artykułem!
Processing your request, Please wait....